Dla jednych będą to małe dzieła sztuki… dla innych tylko wyższa szkoła jazdy…
Dla jednych będą to małe dzieła sztuki… dla innych tylko wyższa szkoła jazdy…
Prawda jest taka, że to ULEGŁE mają ten wspaniały dar, który mogą nam ofiarować. I, że to facet musi sobie na to zasłużyć. To właśnie Uległe mają prawo stawiania na początku warunków. I tylko ten kto te warunki uszanuje i bezwarunkowo je spełni, może zasługiwać sobie na ich “bezwarunkowe” oddanie.
Uległość to piękny dar. Nie pozwólcie więc nigdy i nikomu go w Was zniszczyć. To WASZ dar. Powód do dumy… i bez znaczenia jest jak później traktowane być chcecie i pragniecie, to powinnyście czuć dumę. I stawiać dumnie warunki od samego początku… Uważając aby dar ten nie wpadł w niepowołane ręce… Uważając od samego początku i na każdym etapie poznawania…
Czy tego chcemy czy nie internet zawładnął naszym światem. Jest i będzie też głównym źródłem poznawania nowych ludzi. Tak jednak do jego anonimowości jak i powszechności dostępu powinniśmy podchodzić z wyczuciem. Nie zapominając, że po drugiej stronie też siedzi człowiek. Niekiedy czyhający na ofiarę… niekiedy ofiarą być mogący… niebezpieczny… albo po prostu wrażliwy którego możemy skrzywdzić czasami nieopatrznie rozbudzając płonne nadzieje.
Może być piękny… ten świat… o ile odpowiedzialnie i ostrożnie do niego podejdziemy. W całym tym gąszczu ludzi znaleźć możemy tych , którzy nas zafascynują i z którymi zechcemy za czas jakiś nawiązać realną znajomość. Upewnijmy się jednak, że i im chodzi o to samo. Nie spiesząc się… nie rzucając się na każdą okazję… nie oddając siebie za pierwsze słowo mile łechcące nasza próżność lub/i potrzebę przynależenia… Poznawajmy. Najpierw mailowo… potem dopiero na GG lub Skype przechodząc… Traktując to dokładnie tak samo jak każdą inna realną znajomość. Może z większą tylko jednak ostrożnością. Czyha tu na nas niestety wiele niebezpieczeństw ale nie zgodzę się z Pati, że “wirtualizm nigdy nie przekłada się na realne znajomości a raczej to psuje”. Internet to tylko środek komunikacji… winni są zaś ludzie, którzy go wykorzystują niezbyt odpowiedzialnie lub zgoła podstępnie. Poznając odpowiedzialnie, możemy jednak spotkać kogoś komu rzeczywiście będziemy mogli zaufać…
Wirtualna znajomość, zwłaszcza na dominacji lub uległości się opierająca nigdy oczywiście nie zastąpi realnych spotkań i realnej dominacji i uległości. I nie to jest zresztą celem wirtualnej dominacji. Ma ona być… powinna ona być, tylko dopełnieniem relacji budowanych w realnym poznaniu się i “docieraniu”. Wirt ma więc być tylko narzędziem a nie środkiem …
Dodatkiem. Choć oczywiście już na etapie wirtualnego poznawania się często następować może “założenie obroży” o którym wspomniała Ami. Ważne jest jednak aby na tym się nie skończyło. I nawet jeśli nie mogło by to z rożnych powodów przerodzić się dalej w realne doznania, bo i tak bywa, to jednak przed daniem z siebie czegoś więcej radziłbym jednak realne poznanie tej osoby a przede wszystkim upewnienie się co do jej intencji. Czyli znowu nic na szybkiego… Nie zabezpieczy to nas do końca ale większość oszołomów ma to do siebie jednak , że szybko się zniechęca i po pierwszych “problemach” leci szukać łatwiejszej ofiary, czyż nie?
Tak samo działać na nich będzie Wasza pewność siebie i swoich pragnień… cóż… zachowując się jak potulna ofiara bo taka Uległa być niby powinna, niczym więcej niż ofiarą zazwyczaj nie będzie. Dając przyzwolenie na wszystko, bo tak Uległa postępować powinna, wszystko zostanie Wam odebrane i nie dostaniecie nic w zamian…
Bycie “wykorzystaną” może i być Waszym marzeniem… ale niech nigdy nie przemieni się to w bycie ofiarą…
Prawdą jest, że nie powinno zaczynać się od tyłu jak to ujął Nemo. Jeszcze kilka lat temu nie widziałbym ku temu przeciwwskazań a może nawet i radziłbym początkującym Uległym najpierw wypróbować swoje oddanie w uległości wirtualnej.
Przez te kilka lat namnożyło się jednak tak wielu oszołomów żerujących właśnie na początkujących, że dziś stanowczo to jednak odradzam. I nie tyle chodzi tu o naiwność być może choć i niekiedy ona właśnie jest powodem, co o nieprzepartą potrzebę uległości i przynależności , która to niekiedy zagłusza niestety zdrowy rozsądek. Nie zapominajmy też o tym, że choć nazywam ich tu oszołomami, to bardzo często nie są to bynajmniej głupi faceci i do perfekcji opanowali manipulowanie słowem… Mamią więc Uległą wykorzystując tak jej skłonność do uległości jak i również wykorzystując niewiedzę lub błędne stereotypy, których tak wiele można znaleźć w necie o BDSM. I zanim ofiara spostrzeże się w ogóle, że jest ofiarą… wpada w ich sidła i nawet zdrowy rozsadek nie na wiele już się jej zdaje…

Niestety, jak w przypadku wielu innych popularnych i pociągających spraw, tak i wokół BDSM namnożyło się masę patologii z którymi zdecydowanie trzeba walczyć. Piętnować i ostrzegać aby takiego piękna jakie w uległości i oddaniu kobieta może odnaleźć nie zamieniły do końca w jeden wielki śmietnik.
Nie tylko zresztą kobiety narażone są na ryzyko w wirtualnym świecie. Oczywiście nie można porównać ośmieszenia jakiego my możemy doznać, gdy okazuje się, iż napaliliśmy się na uległą będącą w rzeczywistości jakimś dowcipnisiem… z bólem oszukania, wykorzystania i porzucenia jakie może spotkać Uległą. Nam wystarczy udawanie, że się też dobrze bawiliśmy i tyle. Na zdrowym rozsądku zaś opierajmy całą resztę bo i dziewczyny też się zdążają niegrzeczne a i zwykłych naciągaczek też całkiem sporo możemy spotkać na swojej drodze…
Niestety wiele osób myli anonimowość z przyzwoleniem na wszystko. A także i z bezkarnością. Krótkowzroczne to ale niestety nim się prawda wyda zdążą już zniszczyć niejedno życie lub zabić w kimś jej piękno. Nie zmieni się to jednak, jeśli my sami się najpierw nie zmienimy. Nie namawiając do całkowitego braku zaufania i nieufności do każdego nowo poznawanego w sieci… nie oddawajmy mu jednak tego co w nas być może najcenniejsze. A już na pewno nie tak bezkrytycznie… Traktujmy to wirtualne życie jak dodatek i uzupełnienie a nie jako środek na spełnienie…
I choć na szczęście zdarzają się jednak wyjątki to jednak wirtualnej tresurze i dominacji, poddawajcie się drogie Uległe dopiero po realnym poznaniu i upewnieniu się co do intencji faceta które zazwyczaj są wiadome. Pamiętając też, że zazwyczaj raptem połowa z tego co mówi jest prawdą?
Nie jestem tak do końca przeciwnikiem dominacji wirtualnej. Sam jej zresztą też nie unikam ale zdecydowanie inaczej rozumiem czym być powinna. A według mnie powinna być dopełnieniem a nie sposobem na dominowanie samym w sobie. Sposobem na bycie z drugą osobą pomiędzy spotkaniami. Rodzaj zaś i intensywność praktyk jakie zechcemy stosować powinniśmy dostosowywać do potrzeb i co najważniejsze chęci naszej Uległej. Nie każda zaś Uległa będzie tym zainteresowana i nie każda będzie się potrafiła w tym po prostu odnaleźć.
Na początku swojej drogi w BDSM uważałem wirtualną dominacje za być może najlepszy sposób na sprawdzenie czy się jest w ogóle dominującym lub uległym. Dawało mi to wyobrażenie bezpieczeństwa zwłaszcza dla strony uleglej. Jaki głupi i naiwny bylem…
Szybko zacząłem odradzać takie właśnie postępowanie. Rana zadana batem prowadzonym przez nieodpowiedzialną rękę goi się szybciej niż rana zadana na duszy. Wypaczyć i zniszczyć można zaś równie łatwo wirtualnie jak i realnie. Niestety, co raz więcej pojawia się zaś oszołomów żerujących na naiwności i niedoświadczeniu początkujących kobiet. Sporo zaś z nich wyspecjalizowało się w wykorzystywaniu dominacji wirtualnej wmawiając swoim ofiarom, że to przecież dla ich bezpieczeństwa. Dla ich dobra… że najpierw trzeba sprawdzić się wirtualnie aby móc zaufać, móc zrozumieć … zdobyć pewność , że to jest właśnie to i , że to on jest właśnie tym…
Bardzo logiczne i prawdziwe, nie uważacie? Sam tak też kiedyś niestety myślałem. Tyle, że ja traktowałem to jako szczerą chęć poznania i jako sposób na poznawanie. Często dość spora odległość od Uległej nie pozostawiała mi zresztą zbyt wielkiego wyboru. Przestałem jednak i to nawet robić aby uniknąć najmniejszych nawet porównań i insynuacji.
Prawda zaś jest taka, że co raz częściej początkujące Uległe są w ten sposób jedynie wykorzystywane. Jest co raz więcej oszołomów wykorzystujących wirtualną dominacje jako sposób na rozładowanie swoich i tylko swoich potrzeb. Bawią się Uległymi nakłaniając je do kolejnych wyczynów przed kamerką, dobrze się przy tym bawiąc a ją mamiąc słowami i zapewnieniami o rychłym spotkaniu.
Do którego zapewne nigdy nie dojdzie. Bo ich nie interesuje znajomość realna niosąca za sobą tyleż piękna co jeszcze więcej odpowiedzialności za Uległą. Im wystarczy zwalenie konia przed ekranem a kobietę która im zaufa traktują jak jedną z wielu aktoreczek porno. Tym atrakcyjniejszą, że odgrywa ona pod ich dyktando rolę przez nich dla niej napisaną…
Jeśli dodać do tego fakt, że z kamerki dość łatwo taki filmik sobie na “zaś” nagrać, mała bieda jeśli tylko na oszusta one trafią, który po znudzeniu się nimi lub gdy zaczną za bardzo napraszać się o spotkanie, znajdzie pretekst aby się ich pozbyć. Dla ich własnego dobra oczywiście, lub z jej winy bo nie nadaję się na sukę. Bolesne jak cholera ale może być jeszcze gorzej. Ktoś po drugiej stronie może Was nie tylko nagrać ale nawet potem szantażować.
Nie dajcie się więc zwieść zapewnieniom, że to dla Waszego bezpieczeństwa i dla Waszego dobra. Poznanie Was przed pierwszym spotkaniem jest koniecznością i kto tego nie robi nie powinien zasługiwać na Wasze zaufanie. Ale jest wiele innych sposobów aby poznać Was i Wasze predyspozycje a kamerka internetowa nie powinna do nich należeć. A przynajmniej nie powinna być wstępem do dominacji nad Wami a jak już to tylko dopełnieniem.
Kto zresztą tak na prawdę mogąc i chcąc się Wami zając przedkłada kamerkę nad realne spotkania? No chyba, że więcej i realnie nie możecie siebie ofiarować i w grę wchodzić może w Waszym wypadku tylko wirtualna tresura. Nawet wtedy jednak miejcie świadomość, że osoba po drugiej stronie, może w Was widzieć tylko zabawkę lub ofiarę a nie Uległą szukającą spełnienia siebie i swoich pragnień.
Być może jestem przewrażliwiony. Ba. Z całą pewnością jestem przewrażliwiony ale znam życie i wiem jak wielu oszołomów po prostu w sieci można znaleźć. I choć niby to takie proste i oczywiste, raz jeszcze przypomnieć muszę najwyraźniej o zasadach najogólniej mówiąc bezpieczeństwa.
Osobiście bardzo lubię widzieć z kim koresponduje. Jakoś łatwiej słowa dopasować widząc twarz adresatki. Nigdy jednak o zdjęcia się nie napraszam. Niestety pisząc do mnie często zapominacie o tych wszystkich portalach społecznościowych na których macie swoje konta. W większości zaś przypadków połączanych w jakiś tam sposób i sam wasz e-mail może doprowadzić tak mnie, a również i kogoś mniej odpowiedzialnego zwłaszcza, do całej waszej historii…. i do galerii fotek na Fb lub Naszej Klasie.
Nie samych maili do mnie to zresztą dotyczy ale także już kilka razy proszony bylem o wykasowanie komentarzy które podpisane zostały “oficjalnym” adresem mailowym. Znanym rodzinie i otoczeniu, zazwyczaj nie mającemu przecież pojęcia o naszych prawdziwych zainteresowaniach tym tematem. Nadal postrzeganym jako zboczenie.
Nie chce aby zabrzmiało to jak namawianie do podwójnego życia i rozgraniczania całkowitego tego “normalnego” z tym w klimacie. Na początku drogi a zwłaszcza przy poznawaniu nowych osób jest to jednak wręcz wymóg. Nigdy nie będziecie mieli pewności kto siedzi po drugiej stronie. W polskim zaś środowisku i przy polskiej mentalności o prawdziwe nieszczęście nie trudno więc jednak lepiej się zabezpieczyć na wypadek wszelki. Zwłaszcza kobiety, bo my faceci po prostu możemy wzruszyć ramionami a w ostateczności dać komuś po gębie. Nadal też facet “jebaka” postrzegany jest w pozytywnym świetle i najczęściej budzi po prostu tylko zazdrość. Kobieta zaś zawsze w takim przypadku zostanie uznana dziwką i nie łatwo jej będzie pozbyć się tego miana. I jak sami wiecie najlepiej, naszym bliźnim bynajmniej nie potrzebne będą dowody a wystarczą same pomówienia.
Radze wiec stworzyć sobie całkowicie nowe konto mailowe. Nie powiązane z tymi które dotychczas używałyście. Najlepiej z możliwością blokowania piszących aby zabezpieczyć się przed zalotami kogoś kto nie rozumie znaczenia słowa “nie” lub co równie częste całkowicie źle rozumie znaczenie tego słowa w ustach Uległej. Niestety i tacy się zdążają a tłumaczenie im, że się na prawdę nie chce utrzymywać z nimi kontaktu zazwyczaj nic nie daje.
W oparciu dopiero zaś o to nowe konto mailowe, twórzcie dalej profile na GG, Skypie czy gdziekolwiek indziej. To wam pomoże czuć się bezpiecznymi za zasłoną anonimowości. Rozsuwanej dopiero wtedy gdy nabierzecie pewności co do intencji osoby po drugiej stronie ekranu…
Nie zapominając NIGDY, że jako kobiety możecie być potencjalnymi ofiarami tak więc od samego początku powinniście ograniczać takie ryzyko do minimum. Zanim jeszcze zdecydujecie się na pierwsze spotkanie.
to liczy się oczywiście jedynie tylko to “słusznie poprawny”…
oczywiście :)
Film zasługujący już chyba na miano kultowego i rozbudzający niejedno uległe serduszko… oraz marzenia i fantazje… i nadzieje? Niekiedy trudno powiedzieć czy bardziej o idealnym Panu czy o idealnej służbie…

a tak się skończyło? :)
a może ktoś zna inne jeszcze zakończenie? piszcie a dołączone fotostory z chęcią u siebie zamieszczę :D
PS. zamieszczone “alternatywne zakończenie” pochodzi z obecnie już szeroko dostępnej wersji reżyserskiej filmu.
Animal Role Play jest chyba najczęściej stosowaną “zabawą” w BDSM w wydaniu soft.
Pisze zabawą nie przez pomyłkę gdyż najczęściej stosowane są tylko pewne elementy a nie Animal Role Play w pełnym wymiarze. I chociaż na równie poważnych zasadach bezpieczeństwa i zaufaniu oparte, to jednak przez wielu traktowane jest z przymrużeniem oka. Jako zabawa właśnie. Niewolnice, poważne i dumne, są w oczach wielu osób kwintesencją BDSM bardziej niż ulegle “suczki” tudzież inne zwierzątka. Bycie niewolnicą, opierają oni na regułach i filozofiach podczas gdy bycie suczką to dla nich tylko zabawa…
Nie do końca zgadzam się z tym poglądem bo i przy Animal Role Play powinniśmy bazować na tych samych zasadach chociaż i kilka innych do tego dochodzi. Niemniej jednak chyba rzeczywiście w wielu przypadkach opieranie relacji D/U na byciu zwierzątkiem i posiadaniu zwierzątka powinno mieć dużo lżejszy wymiar i nasze podejście do Uleglej powinno być … no właśnie… jakie? Jak do ukochanego zwierzątka właśnie? :)))

Oczywiście… będą pary u których na sesji będą pojawiać się tylko niektóre elementy Animal Role Play. Uległa nie będąc ani suczką, konikiem czy krówką będzie poddawana tylko niektórym “technikom”. Następować będzie po prostu płynne przechodzenie z jednej roli do drugiej. Smycz może być tylko i wyłącznie dodatkowym rekwizytem a nie dodatkiem do roli i pomocą w utożsamieniu się naszej Uleglej z byciem suczką np.
W Animal Role Play najważniejsze są bowiem nie dodatki jak smycz chociażby czy wręcz pełne stroje w poprzednim poście na ten temat prezentowane. Najważniejsze jest wcielenie się w role wybranego zwierzątka nie tyle wizualnie co mentalnie. Wydobycie tych zachowań które najbardziej pasują do natury naszej Uległej i najpełniej pozwalają jej spełnić się w swojej uległości. Innymi słowy, o ile bycie suczką jest jej marzeniem, ma nie tyle wyglądać jak suczka, ale jak suczka się zachowywać i czuć się jak ona.
O ile jeszcze niektóre aspekty mogą być łatwo przez większość z nas przyswajane i do naszych sesji adaptowane, to jednak Animal Role Play rządzi się swoimi dodatkowymi prawami powodującymi, że w pełnym wymiarze staje się dość “elitarne” a tym samym tylko dla nielicznych.
Inna sprawa, że tylko nielicznych tak na prawdę w pełnym wymiarze będzie Animal Role Play interesować. :)
I to jest to, co Tygrysy (przynajmniej niektóre) lubią najbardziej. :)))

Mogą to być kulki gejszy jeśli wywołują oczywiście zamierzony efekt bo nie na wszystkie kobiety działają one jednakowo stymulująco. Niekiedy trzeba je po prostu do drugiej dziurki zaaplikować… Bardzo przydatne są tez wszelkiego typu wibrujące jajeczka… lub wystarcza niekiedy naciągniecie majteczek tak aby się wżynały w niezaspokojoną cipeczkę. Nie mówiąc już o rewelacyjnym działaniu wżynającego się w to właśnie miejsce łańcucha lub sznura… oczywiście nie za mocno aby ból przypadkiem nie zagłuszył rosnącego podniecenia :)))

Przy kontroli wirtualnej niestety należy zachować pewien umiar. To ma być przecież tylko wstęp do tego co ją będzie czekać podczas spotkania. Pamiętać trzeba również i o tym, że o ile będąc przy niej możemy dużo więcej od niej wymagać i więcej z niej “wycisnąć” to o tyle na odległość nasza magia ma mniejsze działanie i zamiast utrzymania Uleglej podnieconej i co raz bardziej spragnionej, możemy doprowadzić do tego, że to niezaspokojenie wywoła w niej poirytowanie i rozgoryczenie.
I cały czar pryśnie… Trzeba zachować umiar pomiędzy rozpaleniem jej do czerwoności a stopieniem w ogniu niezaspokojonego żaru :)))
Żadna… nawet najpełniejsza kontrola nie zastąpi bowiem realnych doznań jakiej jej i sobie samym możemy dostarczyć na sesji. Niech wiec torturki podniecenia będą tylko delikatnym wstępem do tego co przygotowaliśmy jej na później. To co najsłodsze powinniśmy przecież osobiście odbierać, czyż nie?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Niewątpliwie jest to temat dręczący prawie każdego na początku odkrywania własnej drogi w BDSM. Pojawił się w komentarzach pod ostatnim postem a i dociera do mnie wiele maili z tym pytaniem. Za jedne i drugie oczywiście dziękuje i polecam się na przyszłość.
Gdzie i jak znaleźć odpowiedniego Pana lub Uległą będę musiał potraktować dość pobieżnie. Jak i wiele innych tematów zresztą też. Nie z braku chęci lecz po prostu dla każdego będzie to coś innego. Poruszone w postach sprawy są jedynie wstępnym i ogólnym silą rzeczy odniesieniem się do danego tematu. Dopiero w reakcji na Wasze komentarze a zwłaszcza maile niosące mi wiedzę o danej osobie, mogę powiedzieć coś więcej jak to , czy owo, może mieć się właśnie do niej. Wszystkich zainteresowanych zachęcam więc do pisania do mnie… w mailach mogę się wypowiedzieć wprost o Was a informacje podawane na blogu zalecam brać jednak nie wprost do siebie a w każdym bądź razie nie przyjmować ich jako jedynej prawdy czy coś w tym stylu.
BDSM choć zbudowane na tak niby prostych zasadach, jest jednak tym bardziej skomplikowane im bardziej jest dla nas ważne i im większe spełnia lub ma spełniać znaczenie w naszym życiu. Szukanie Pana czy Uległej to proces czysto techniczny i mógłbym to skreślić w jednym akapicie. Dla jednych może sprawdziło by się bezbłędnie, dla innych nic nie przyniosło. Jeszcze innych mogłoby doprowadzić do popełnienia nieodwracalnego błędu. Dopiero coś więcej wiedząc można pokusić się o jakieś tam “rady”. Bo jak tu radzić Uległej nic o niej nie wiedząc? Mógłbym się wymądrzać i przez godzinę a okazać by się mogło, że najprostszą i najlepszą dla niej drogą byłoby zgłoszenie się na służbę bezpośrednio u mnie. :)))
Tu i teraz tylko kilka “frazesów” mógłbym napisać. Zgadzając się z Garfieldem, że najpierw trzeba się rzeczywiście zastanowić kogo tak właściwie szukamy. Inne potrzeby będzie miała zdeklarowana masochistka i bardzo odbiegające od słodkiej “suni” szukającej przede wszystkim łaszenia się do nóg swego Pana. Warto wpierw poświecić trochę czasu aby choć mniej więcej samookreślić swoje potrzeby. Aby wiedzieć czy poznany domin jest tym który na prawdę może je spełnić. O ile oczywiście wykaże nimi zainteresowanie co też jest już wskazówką przy samym procesie szukania… Osoba dominująca zaś, zwłaszcza ta konkretnie do sprawy podchodząca, też będzie chciała wiedzieć co Uległa sobą reprezentuje.
Niekiedy wystarczy szczerze spojrzeć w lustro a niekiedy będzie potrzeba aby to ktoś stojący z boku i niezaangażowany na nas spojrzał…

Nie ma oczywiście ideałów. Nie odpowiem więc i na pytanie gdzie się takowe lęgną. Wszędzie? Na ideał czy to Pana a zwłaszcza na idealną Uległą trzeba sobie po prostu najpierw zasłużyć. W dużej mierze chodzi tu o obopólne tworzenie się w relacji D/U. Ideały się dopiero tworzy. Ale aby mieć na to choćby znikome szanse już na etapie poszukiwań trzeba po prostu wiedzieć kogo się szuka. I znaleźć w sobie odwagę aby szczerze to tej drugiej osobie powiedzieć. Wszelkie przekłamania na tym etapie są po prostu stratą czasu i powodem wszelkich frustracji w przyszłości.
Zanim rozpocznie się poszukiwania warto już sobie odpowiedzieć i na pytanie jakie konsekwencje dla nas samych a także i dla innych z naszego otoczenia może przynieść taki czy inny wybór konkretnego układu. Znając i szanując siłę uległości i wynikającą z niej potrzebę przynależności… jestem zdecydowanym przeciwnikiem robienia czegoś na siłę i niedoceniania konsekwencji jakie mogą z tego wynikać dla osób bliskich. Tak wiec i nad tym trzeba się poważnie zastanowić aby wybrany sposób spełnienia się w BDSM był możliwie najbardziej współgrający z życiem codziennym i rodzinnym tak naszym jak i przede wszystkim drugiej strony. Chcieć a móc to bardzo często dwie różne sprawy. Tylko osoby bez zobowiązań mogą sobie przecież pozwolić na pełne oddanie czy przyjęcie pełnego oddania. Chcąc mieć więc np. niewolnice na kontrakt 24/7, nie będę jej szukał wśród mężatek preferujących lekkie klepanie po pupci raz na kilka miesięcy. :)))
A nie mówiłem ze same “frazesy” mógłbym tylko napisać? :D

Ten zawrót głowy można oczywiście po prostu tylko wykorzystywać. Lub odpowiednio nim kierując jeszcze powiększyć i doprowadzić naszą Uległą na jeszcze większe wyżyny spełnienia. To poddanie się naszej woli… ta niepewność co ją może za chwilę spotkać… to jedno z najpiękniejszych doznań, jak twierdzą same Uległe… i wielce stymulujące :)
Efektem może być i często też jest podniecenie czysto seksualnej natury. I to bez dodatkowej stymulacji ze strony partnera. Podniecenie domagające się ujścia a choć różne mogą być sposoby na jego rozładowanie i to niekoniecznie kończące się od razu orgazmem, to jednak w gestii Pana zależeć powinno jaki damy upust temu podnieceniu. I kiedy ten upust mu damy. Może dość niewyszukany i toporny ale bardzo często skuteczny sposób na pokazanie kto tu rządzi.
Niekiedy najskuteczniejszy bo władza nad naszą Uległą to również w większości przypadków władza nad jej podnieceniem i spełnieniem. Bywa to często ważna choć może i tylko dodatkowa motywacja dla Uległej do jeszcze większych starań. Wywołane w niej napięcie seksualne powinno być jednak nie tyle motorem do łamania kolejnych barier co raczej właśnie motywacją do większej uwagi i oddania w pogłębianiu już zdobytych umiejętności.
Nie należy więc mylić zakazu dochodzenia z zakazem dochodzenia BEZ POZWOLENIA. Sam zakaz dochodzenia będący najczęściej karą, powinien więc być w sumie właśnie karą. A i to stosowaną rozważnie. Zakaz to zakaz. Koniec i kropka. A raczej koniec i kara…
Nic tylko życzyć wytrwałości i silnej woli. Często potrzebnych obu stronom? :)))