troche “bolesnej” systematyki…

   W podejściu ludzi do bólu a zwłaszcza przeżywania go w połączenie z rozkoszą występuje całe spektrum zachowań i zahamowań ale zasadniczo można wyróżnić trzy rodzaje postaw zwłaszcza uległych kobiet wobec tego aspektu masochizmu i tego rodzaju technik stosowanych w relacjach D/U.

   Z jednej strony mamy więc Uległe wręcz “zakochane” w bólu i jego przeżywaniu oraz w ofiarowywaniu siebie właśnie poprzez ból. “Mające to w sobie” już przed wkroczeniem na drogę uległości i oddania a także i te , które z mniejszym już większym szokiem odkryły to w sobie w trakcie związku/relacji. Tak te wręcz potrzebujące bólu do “prawidłowego funkcjonowania” jak i te podchodzące do tego jak do przedniej zabawy gdzie zadawany im ból dodaje całości podniecającej pikanterii.

   Druga grupą są kobiety akceptujące ból jako technikę wobec nich stosowaną. Zadawany im ból nie jest wprost czynnikiem “podniecającym” w ich przypadku a raczej działa na nie podniecająco w sposób pośredni poprzez dumę i zadowolenie z faktu, że dały radę, że “nie wymiękły”. Jest sposobem na okazanie oddania Panu i posłuszeństwa. Ból będzie dla nich jedynie środkiem do wyrażenie siebie w stosunku do swojego Pana. Są to również kobiety potrzebujące bólu do wyciszenia dzięki któremu mogą dopiero oddać się całkowicie mężczyźnie.

   Specyficzną grupą kobiet tylko akceptujących stosowanie wobec nich bólu będą miłośniczki “gwałtu”. Dla takich kobiet zadawanie im bólu bez odpowiedniej otoczki będzie nie do zaakceptowania. Dotyczyć to będzie zresztą nie tylko samego sposobu w jaki ten ból będą gotowe przyjmować ale również i określonego rodzaju bólu jednoznacznie kojarzącego się im z “gwałtem”

   No i na koniec kobiety kompletnie bólem nie zainteresowane. Bojące się go, bólu nie lubiące lub po prostu bólu nie potrzebujące. Nie odnajdujące się w żaden sposób w przeżywaniu bólu a swoją uległość wobec partnera potrzebujące i potrafiące okazać na tysiące innych sposobów.

   Nigdy też nie należy zapominać, że kobieta zmienną jest więc nie jest to jakieś stałe kryterium nie podciągające się bynajmniej pod jakieś prawa czy prawidła. To co dziś może podniecać jutro może studzić. To co jednemu mężczyźnie kobieta odmówi innemu będzie gotowa oddać rozpływając się w zachwycie nad czymś co dzień lub dwa dni wcześniej po prostu ją przerażało lub zgoła odpychało. Ale o tym w kolejnych odcinkach :)

   Jest też jeszcze jedna grupa kobiet… osobiście podciągam to pod patologię. Występującą nie tylko w tym światku ale jeszcze częściej może nawet będziecie to w stanie widzieć po sąsiedzku… Mówię o kobietach zgadzających się na wszystko i znoszących i ból i niejednokrotnie zwykłe upodlenie dla swojego faceta. Niejednokrotnie męża. Wszystko aby tylko go nie stracić. Dla mężusia… pana i władcy …

   No, ale to jest w końcu ok bo poświęcone czyż nie? I przez sakrament nasze zamiłowanie do męczennictwa? Bo jak to samo ale niosące kobiecie rozkosz to już rozpusta wołająca o pomstę do nieba, co nie?

 

Zajrzyj również:

17 thoughts on “troche “bolesnej” systematyki…

  1. Są i kobiety, które godzą się w związku na ból, bo wbito im do głów, że tylko na to zasługują, bo są niczym…
    Poza tym, czy to wszystko jest ważne? Każda Suka jest inna. I to jest piękne. Trudno znaleźć, szczególnie w tym świecie, partnera, który zaakceptuje w pełni i będzie miał takie samo podejście do “tematu”, co Su, ale da się. Dlatego warto szukać i trafić na tę drugą klimatyczną połowę.
    Czy lubimy ból, czy nie, każda z nas jest wyjątkowa i jedyne, czego pragniemy, to dać przyjemność naszym Panom, którzy “kupili” nas – nie tylko ciało, ale i duszę.
    Pozdrawiam Cię jak zwykle serdecznie. :)

    1. ano niestety są. i to traktowane tak przez swoich najbliższych którzy je ponoć kochają,czyż nie?
      dojdzie w końcu do tego, że szacunek, zrozumienie i akceptacje oraz poczucie wyjątkowości będzie można znaleźć tylko będąc “zboczonym”? :)

      1. Oj, oby nie. Oby nie. Owszem, świat i ludzie schodzą na psy, ale może aż tak nisko nie upadniemy – my, ludzie. :)

          1. oj trochę Mistrzu przesadzasz nie jestem z Waszych klimatów ale od 12 lat jestem zoną…..ZONĄ która ma szacunek u meża, zona która mąż czasami nosi na rekach…..Wiadomo bywają różne chwile, bywają trudne sytuacje ale zawsze mogę na tego jedynego człowieka liczyć…..Pamiętam 9 lat temu po urodzeniu syna wpadłam w depresje poporodowa i powiem tak gdyby nie mąż nie wiem co stałoby się ze mną i z dzieckiem. Dziś mamy prawie 10 letniego fajnego małego mężczyznę w domu i mam nadzieje iż on gdy dorośnie również będzie takim mężem.
            To nie ważne w jakim jest układzie, klimacie itd. wszystko zależy od człowieka

            1. ależ ja mam jak najszczerszą i nie kłamaną nadzieję, że przesadzam :)
              jak słusznie zauważyłaś wszystko zależy od człowieka. i od jego wychowania.
              często można się spotkać ze stwierdzeniami iz za to jak do kobiet podchodzą faceci odpowiedzialne są w głównej mierze kobiety. to matki uczą a raczej nie uczą jak należy kobietę traktować?
              wiem. zbyt wielkie uogólnienie ale… gdybyśmy o tym pamiętali na co dzień nie były by potrzebne spektakularne akcje w stylu “nie zakazuj swojej córce okazywania swojej kobiecości – naucz swojego syna nie gwałcić”

  2. Tak czytam tą systematykę i wydaje mi się bardzo uproszczona. W conajmniej dwóch grupach widzę elementy swojego podejścia do sprawy bólu. Myślę, że nie tylko ja tak więc sprawa jest chyba dużo bardziej złożona a przy tym mocno dynamiczna. Trzeba tak naprawdę to systematyzować? Jeśli czujesz coś takiego to nie ma potrzeby nazwania i analizowania każdego odcienia tego co czujesz- jeśli masz szczęście mieć kogoś kto Cię rozumie- to przecież niepotrzebne. A jeśli nie rozumie- to żadne słowa ani statystyka nie pomogą. Choć może się mylę bo zbyt zielona w tym klimacie jestem?

    1. nie znoszę wszelakiej systematyki i semantyki. uważam to za najgorsze zło.
      zdaje sobie jednak sprawę, że wielu ona jest niestety potrzebna do szczęścia i bez tego ani rusz choćby nie wiem jak krzywdzącymi uogólnieniami mogło to “pachnieć”
      dojdę zresztą do tego w kolejnym poście :)

      1. Być może ktoś potrzebuje systematyki. Ale czy tak naprawdę w ogóle taki podział tak faktycznie jest możliwy? Przecież to cała paleta odcieni a nie kilka osobnych barw. Można próbować dzielić, systematyzować jeśli ktoś tego chce ale moim zdaniem to nikomu nie pomoże. Jeśli nie rozumiesz w ogóle tego, że kobieta może czuć się przyjaciółką bólu to nic nie pomoże Ci tego zrozumieć. Jeśli rozumiesz to wiesz, że każda ma nieco inne potrzeby.

        Oczywiście to nie tak że chcę z Tobą walczyć i mówić- ta systematyka jest be- jeśli jest możliwa to zrobiłeś to bardzo dobrze:)

        1. systematyzowanie i wszelkie podziały według mnie są z natury szkodliwe choć w wielu przypadkach nieuniknione.
          masz racje,że i tu i w wielu innych sprawach będzie występowała cała paleta barw i korzystając z całej palety można stworzyć arcydzieło. i to nie tylko na dupci Uległej :)
          są jednak osoby preferujące jeden kolor. są osoby potrzebujące jasnego i konkretnego nazwania i sprecyzowania swojej roli. zawartej w jednym kolorze. tak aby wręcz nie mieć wyboru. mała bieda jeśli to strona Uległa tego potrzebuje i tak a nie inaczej chce być/zostać “sprecyzowaną” w jakim kolorze jej najlepiej. dużo gorzej gdy jest to jej narzucane i to przez hmm daltonistę?

          1. Śmiem twierdzić, że jeśli ten kolor jest narzucony to to nie jest prawdziwe BDSM ale bestialstwo.
            Ja przeszłam przez coś takiego kiedyś. Trafiłam w ręce człowieka który potraktował mnie jak zabawkę do zbicia choć ból był jeszcze wtedy czymś dla mnie nieakceptowalnym. I co? Po wszystkim czułam się jak szmata. To nie jest “to”. To ulegająca decyduje na co można sobie pozwolić a na co nie. Choć czasem to domunujący wie lepiej od niej czego oczekuje- to dosyć skomplikowane ale chyba wiesz co mam na myśli:)

            1. tak. całkowicie się z Tobą zgadzam. jeśli strona Uległą nie rozumie, że to ona ma prawo stawiać warunki to skończyć może nie w relacji dominujący uległa a w relacji kat/ofiara.
              Pan oczywiście wie lepiej co jego Uległej jest potrzebne. ale na miano Pana/Domina/Mastera trzeba sobie najpierw zasłużyć. nie wystarczy się nim nazwać samemu. trzeba się nim STAĆ. dla Uległej i w jej oczach

  3. Ja chyba wykraczam po za kazda systematyke,co chwile zaskakuje mnie cos nowego…Wkraczam w kolejne obszary bolu,a ze mam najlepszego z najlepszych domina,wiec poznaje cala palete barw bolu i nie tylko…

  4. Do niedawna byłam w grupie ”patologii”. Nie jest łatwo przyznac sie do tego przed sobą. Powiedziam dość. Będę walczyła o siebie, o swoje szczeście, spelnienie!! Ten dla którego godziłam sie na wiele aw zamian nie dostałam nic… Nic prócz braku szacunku do samej siebie.

    1. to jest właśnie to na co wielu jest po prostu ślepych. a wystarczy uważniej rozejrzeć się dookoła aby dostrzec ile to kobiet w NORMALNYCH związkach jest tak na prawdę wykorzystywana seksualna w myśl UŚWIĘCONYCH reguł. nie mając nawet i szacunku. nie spotkałem się jak do tej pory z LOGICZNYM wyjaśnieniem dlaczego ta norma ma być lepsza od mojej “patologii”

  5. Bardzo ciekawy blog a jeszcze ciekawszy wontek.
    Czytając go kolejny raz zastanawiałam się jak u mnie podstało zamiłowanie do oczuwania bólu i coraz bardziej skłaniam się do przekonania, że jest ono w moim przypadku wynikim wychowania i specyficznych przejść w domu rodzinnym.

  6. Czerpanie przyjemności z zadawanego bólu to największa rozkosz jaka mnie spotkała. Choć też zależy o jakim bólu mowa. Ja najbardziej doceniam piekący ból skórzanego pasa. Jestem w klimacie tak właściwie od niedawna, ale to zaskakujące jak szybko odkryłam w sobie czerpanie przyjemności z bólu, którego (!) do tej pory się panicznie bałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *