24/7… Brzmi poważnie. Brzmi groźnie. Brzmi bardzo często wręcz przerażająco.
Ile osób nie spytać tyle można by otrzymać wizji lub wyobrażeń 24/7. I każda z tych wersji będzie poprawna. Poniekąd. W pewnym sensie lub w pewnych kwestiach. Wszystko zależeć będzie od tego na jakich stereotypach 24/7 bazować będzie dana osoba lub z jakimi stereotypami miała okazje zetknąć się do tej pory. Każdy ma swoje BDSM. Każdy ma swoją wizję BDSM a tym samym każdy ma swoją wizję 24/7. I każdy może mieć w tej kwestii racje a jednocześnie się mylić. Problemem podstawowym może być bowiem punkt patrzenia…. albo siedzenia ;-)
24/7… 24 godziny na dobę… 7 dni w tygodniu… W tej kwestii nie ma raczej wątpliwości ani niedomówień choć ta “oczywistość” też jest często tylko złudzeniem. A co dalej? Ile tego dalej i jakie ma być to dalej zależeć będzie bezpośrednio od tego czy rozpatrywać będziemy to pod kątem kontraktu czy może raczej pod kątem relacji albo nawet związku. Sam kontrakt nie musi być stricte kontraktem niewolniczym. Relacji mniej lub bardziej opartych na D/U jest bez liku. Każdy zaś związek dwojga ludzi, zwłaszcza gdy w grę wchodzi uczucie z założenia przynajmniej jest związkiem 24/7 a przynajmniej tak większość do tego podchodzi. I to również ta “normalna” część, wykazując się przy tym jakże często zaborczością i zazdrością a zakładane partnerowi/partnerce kajdany choć niewidoczne ranić mogą bardziej niż te prawdziwe. Małżeństwo zaś jest w pewnym sensie swoistym kontraktem choć oczywiście nikt tego wprost nie przyznaje. Kontraktem z założenia bezterminowym czy może raczej terminowym do “aż śmierć nas nie rozłączy”. Dla wielu zamieniającym się prędzej czy później w więzienie przy którym klatka niewolnicy wydaję się wręcz rajem.
Dla większości z nas chęć bycia zamkniętym/zamkniętą choćby i w złotej klatce czy uwięzienie w innej formie wydaję się cokolwiek ekstremalne. Są jednak kobiety dla których będzie to niespełnionym marzeniem choć niejednemu nasuwa się nieodparcie pytanie ile w tym jest uległości i chęci służenia swojemu Panu jak za dawnych czy też raczej za bardzo dawnych czasów. Na ile jest to sposób na życie a na ile ucieczka przed życiem i koniecznością podejmowania decyzji. Sama wizja pozbycia się konieczności podejmowania decyzji i scedowania tego jak i odpowiedzialności na drugą osobę ma oczywiście swój urok i poniekąd leży u podstaw uległości, nie musząc być też w najmniejszym nawet stopniu przejawem życiowej niezaradności. Do zafundowania tego wcale nie potrzeba jednak klatki, dyb. podziemi itd i wbrew stereotypom dużo łatwiej trafić na to tam gdzie najmniej byśmy się tego spodziewali.
Prawda jest taka, że totalne zniewolenie bardzo szybko mogłoby się negatywnie odbić na psychice osoby temu poddanej, Człowiek z natury jest zwierzęciem stadnym i chociaż czasami trzeba a nawet i warto odciąć się od tego zwariowanego świata to tylko okresowe odcięcie się od niego nie wywoła negatywnych skutków o czym zdaje sobie sprawę nawet średnio inteligentny dominujący. I choć miałem okazję poznać kilku pasjonatów specjalizujących się w bardzo tradycyjnym niewolnictwie to wielu wręcz zaskoczyły by ich starania aby dostarczyć swojej niewolnicy bodźców i atrakcji i to bynajmniej nie czysto seksualnych. Z dniem wolnym, wychodnym i wizytami w spa włącznie :)
Zniewolenie totalne tak często kojarzone z 24/7 bardzo często ma niewiele z nim wspólnego albo i jeszcze mniej. Najczęściej ma ono wymiar weekendowy lub w ostateczności tygodniowy i dużo częściej bywa dodatkiem do relacji 24/7 niż kwintesencją takowej. Pomijając już wspomniany aspekt zdrowia psychicznego i to obu stron mało kogo stać na utrzymanie pełnoetatowej niewolnicy czy niewolnika a Grey’owie tego świata zainteresowani są głównie pomnażaniem swojego majątku i za wyjątkiem może arabskich szejków będą woleli kolejne Ferrari niż niewolnice.
Co prawda, zgodnie z wielowiekową tradycją niewolnica ma dostarczać swemu Panu nie tylko przyjemności ale i dla niego pracować. O ile jednak bez większych oporów zajmie się dzisiejsza niewolnica dbaniem o dom a znaleźć można i takie, którym wręcz marzy się ciężka praca fizyczna na farmie (koniecznie!) a nawet i w “kamieniołomach” i to koniecznie (!!!) z batem nie tylko nad nimi wiszącym ale i często używanym… i o ile dla swego Pana i Władcy gotowa być może na bycie sprzedawaną innym lub do grania w porno… o tyle znalezienie takiej która po prostu poszłaby do pracy zakrawa wręcz na cud? :)